O mnie

28/12/1973

 

 

 

Jestem artystką sztuk wizualnych, w trakcie studiów doktoranckich na warszawskiej ASP.

Mieszkam i tworzę w Warszawie.

Interesują mnie od jakiegoś czasu zagadnienia związane z tożsamością. Pracując nad tym tematem, zagłębiłam się we własną.

 

„Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi.” Simone de Beauvoir

Mam 47 lat i kocham swoje ciało oraz swoją osobę. Wreszcie pierwszy raz w życiu mogę to głośno powiedzieć. Mój wiek 47 lat jest mój i jest wspaniały. Jestem piękną, czasem bardzo kobiecą, a czasem bardzo męską kobietą i wreszcie mogę nią być na swoich zasadach. Jestem Panią swojego ciała i życia. Jestem często męska, bo to silny kawałek mojej tożsamości, wypracowany latami, żeby nie być postrzeganą jako zbyt kobieca, czyli głupia. Teraz wreszcie mogę być też bardzo kobieca. Kobieca tak jak lubię, a nie tak jak się podoba innym, tylko dla siebie. Lub kiedy chcę to dla mężczyzn, albo kobiet lub osób o każdej innej tożsamości płciowej i orientacji psychoseksualnej. Wreszcie mogę uwolnić latami tłamszony, więziony i kontrolowany mój wspaniały kawałek super kobiety, mój seksapil trzymany w ryzach, żeby nie być uznaną za wyzywającą, prowokującą, czy zbyt łatwą i pustą. Wreszcie mogę podziwiać moją kobiecość bez negatywnej kliszy „kobiece” oraz lęku, że zostanę zgwałcona. Nie muszę być już męska na siłę, żeby moja sztuka nie wpadła do worka „kobieca” czyli gorsza. Teraz „kobiece” to dla mnie atut. I w sztuce i w życiu. Mogę być szczęśliwą singielką, matką dwóch nastolatek, która właśnie zaczęła nowy rozdział – wreszcie po swojemu.

Jestem już definitywnie uwolniona od wszystkich powinnaś-nie powinnaś, musisz-nie wolno ci, zamilcz-wypowiedz się, jesteś kobietą-tak nie wypada, dziewczynki nie powinny: przeklinać, głośno mówić, kłócić się, łobuzować, łazić po drzewach, bawić z chłopakami na podwórku, mieć plamę, brudne paznokcie, bekać, puszczać bąki; chłopcom wolno. Przytaknij, ukłoń się, uśmiechnij, bądź miła, czysta, grzeczna, zadowolona, elastyczna, tylko dyplomatycznie, i nie rób problemów, podporządkuj się, nie prowokuj. Kim TY jesteś? Babochłop, partner w spodniach, oziębła, pewnie lesba, aseksualna, w worku, chora psychicznie, „zbyt”, miła niemiła, modna niemodna, atrakcyjna nieatrakcyjna – seksualnie, stara brzydka młoda ładna ale głupia, słodka idiotka, mądralińska, kokietka, dziewczęca, święta, ladacznica, dziwka. Nie wygłupiaj się, nie przesadzaj, nie histeryzuj. Matka polka, poświęciła się rodzinie, nie zrobiła kariery, olewa dzieci, karierowiczka, roztyła się po porodzie, za szybko schudła, wygląda źle-dobrze na swój wiek, jak Ty się ubrałaś w tym wieku. A po 40stce to już trup i nikt cię nie zechce.

Wreszcie jestem od tego wszystkiego wolna.

Mogę wyprowadzić się z nieszczęśliwego małżeństwa, bo jestem w nim nieszczęśliwa i nie chcę do końca życia w tym tkwić. Nie muszę być zakładnikiem niczyjej miłości lub jej braku. Mogę mieć kochanka, który jest moją muzą i pozuje mi do aktów. Mogę go malować, a potem się z nim kochać.

Mogę mieć chłopaka, i później pęknięte serce, bo mnie zostawił. Wreszcie mogę być zakochana do szaleństwa, egzaltowana z miłości, niewyżyta seksualnie, w rozpaczy po rozstaniu, rozemocjonowana, histeryczna, nadwrażliwa, mieć załamanie nerwowe, być słaba i krucha. I mogę wtedy nie chcieć brać żadnych leków. Nie muszę być doskonała, prymuska i bezbłędna. Mogę mówić co czuję i myślę. Przyglądać się sobie i uczyć się siebie. Mogę się zwierzać z moich lęków i traum przyjaciółkom. Wreszcie nie muszę tego trzymać w sobie. Mogę prać brudy poza domem, jeżeli była w nim przemoc. Nie muszę być już dyplomatyczna. Mogę też być silna i stanowcza i wulgarna, jeżeli mam ochotę. Mogę mówić #wypieradalać kiedy uważam to za stosowne. Jestem tym wszystkim. Wreszcie daję sobie do tego prawo. I taką siebie kocham. I wcale nie szukam teraz chłopaka. Nie szukam też męża. Chętnie poznam nowe osoby, ale po to, żeby mieć ciekawe rozmowy, przygody, przeżywać życie głęboko, z rozmachem i fantazją, bo tak lubię. Chcę iść przez życie bez strachu, poznawać je nieustająco z pasją dziecka, być szalona jak podlotek i uwolniona od konwenansów. Chcę wreszcie o sobie samo stanowić i być niezależna. I jestem. I nie chcę już tego nigdy stracić.

Mam teraz dystans do zewnętrznej krytyki mojej osoby, ale przede wszystkim wreszcie ujarzmiłam swoją własną wewnętrzną krytyczkę – katkę nie pozwalającą mi samej latami poczuć co czuję, zrozumieć co myślę, decydować o moim ciele i moim życiu, żeby móc cieszyć się nim tak jak ja chcę, po swojemu. Nie muszę już udawać radości, bo to komuś sprawi przyjemność. Nie muszę też już udawać orgazmów. Teraz interesuje mnie tylko prawda. Nawet niewygodna i trudna. I wole nią Prawdą dostać w twarz, jeżeli muszę, niż lukrowanym fałszem.

Zdjęcie tej fasady nie było łatwe. Kiedyś była super twarda i nowa. Przekazana w młodości przez rodziców, dalszą rodzinę z ultra katolickiego miasta Częstochowy i małej wioski z kresów wschodnich, wtłaczana na lekcjach szkół podstawowych, sportowych, muzycznych, średnich, kościół katolicki, kolegów i koleżanki z dzieciństwa i młodości, społeczeństwo, wkładana do głowy przez telewizję i inne media, rządy prawe, lewe, skończywszy na środowisku ASP, kiedy byłam studentką.

Potem po wielu latach, w 2016 nastąpiło pęknięcie, fasada była coraz starsza. Powoli starałam się ją przesuwać, bo zasłaniała mi widok. Aż w końcu się rozwaliła, bo wreszcie otrząsnęłam się z niej jak ze złego snu. Zostawiłam za sobą gruz i jestem lżejsza o jego ciężar i wolna. Co za ulga.

Mogę wreszcie uznać, że dla siebie i ze swojej perspektywy jestem w centrum wszechświata. Bo jestem. Mogę z czystym sumieniem mówić sobie patrząc w lustro – „jesteś piękna i ważna”. Bez poczucia, że to próżność.

Teraz mogę być seksowna i zmysłowa, lub oziębła i niedostępna. Mogę chodzić po mieście bez żadnego makeupu. Tak. To jest wyzwanie społeczne dla kobiety „w moim wieku”. Ale przecież nie jestem już kobietą „w wieku”. Mój wiek jest mój i co roku jestem o rok starsza. Jak każdy. Mam na to wreszcie swoje wewnętrzne przyzwolenie, żeby wyglądać starzej z roku na rok, a nie młodziej. Nie muszę już robić na nikim wrażenia. Wreszcie nie przejmuję się, że ktoś zobaczy zmarszczkę, krostę, cellulit, rozstęp, naczynko, siwy odrost, czy niewydepilowany czarny włos.

Mogę wreszcie swobodnie i w zależności od nastroju decydować o swoim wizerunku, co mi przystoi, a co nie. Mogę zmieniać zdanie i popełniać błędy. Mogę być super ekstrawertyczna a potem się zamknąć w sobie na długo.

Wreszcie mogę chodzić bez stanika, bo nie lubię ucisku w obszarze klatki piersiowej i nie przejmować się, że widać sutki. Bo nie interesuje mnie już to, czy kogoś to zgorszy, czy podnieci. Sutki są elementem mojego ciała i mam je tak jak mężczyźni swoje –podobne przecież do kobiecych – #freethenipple

Pewnie Cię to wszystko nie obchodzi, bo to moja prywatna sprawa, ale to jest moja strona „o mnie” i tu właśnie przeprowadzam coming out, który jest dla mnie ważnym symbolicznym aktem. To też jest element mojej Wolności, do której wreszcie dorosłam i którą wybrałam.

“Najpierw się żyje w określonej sytuacji, dopiero później można nadawać temu faktowi znaczenia, wybierając własny sposób bycia.” J.P. Sartre

 

Mam świadomość, że moja historia jest kolejną podobną, już wielokrotnie poddawaną analizie naukowej, artystycznej, krytycznej przez feministki od lat. Natomiast wierzę, że to właśnie frekwencja – mnogość powtórzeń jest kluczem do rozumienia wszelkich stanów i do zmian. Mam głębokie poczucie, że każdy głos w sprawie jest ważny. Mechanizm „powtórzeń” właśnie wykorzystuje feminizm czwartej fali opierając się na indywidualnych historiach i budując globalny zasięg i siłę rażenia dzięki mediom społecznościowym.

Moja indywidualna historia jest następną wybitą cegłą z cały czas wysokiego muru, który pod koniec XIX wieku postanowiły zacząć burzyć sufrażystki.

Dziś z perspektywy 70 lat zdanie Simone de Beauvoir nabiera innego znaczenia. Dla mnie „stawanie się kobietą” to długi proces dochodzenia do zrozumienia swojej tożsamości, powolnego uwalniania się z klisz religii, ról społecznych, patriarchalnego systemu obejmującego politykę, gospodarkę, kulturę oraz język i jego dyskryminujący i deprecjonujący kobiety seksistowski charakter. Dopiero dziś mogę głośno powiedzieć, że stałam się kobietą.

 


 

Moje projekty zrealizowane /niezrealizowane, cykle obrazów, przedstawione mniej więcej w chronologicznej kolejności zobaczysz na podstronie „SZTUKA”. Natomiast dokumentacje wystaw, bieżące wydarzenia, działania  – na podstronie „BLOG”.

Mam też swój sklep internetowy, na którym sprzedaję art printy oraz plakaty moich obrazów. Sklep znajduje się TU >>

Zapraszam do współpracy:)

 

 

fot: Paulina Holtz

28/12/1973